– Byłem wtedy tak zaskoczony – ciągnął, gdy znów mógł wydobyć z siebie głos. – Tak zaskoczony, że ktoś może mnie kochać i nie pragnąć władzy nade mną. Że możesz mnie kochać i nie zamierzasz wcale mnie zmieniać. A ja... myślałem, że już nigdy więcej nie będę zdolny do miłości. Ale się myliłem! – Dłonie mu się zatrzęsły. Musiał oprzeć się chęci, by wziąć ją w ramiona i potrząsnąć nią. – Byłem w błędzie, ale to nie twoja wina, tylko moja. Albo może i Letycji. Na pewno nie twoja. Ujął ją za rękę i podniósł ją do ust.– To nigdy nie była twoja wina – powtórzył błagalnym tonem. – Wróć do mnie, bo mnie przerażasz. Nie chcesz mnie chyba przerażać? Zapewniam cię, że tonie jest ładny widok.Nie było odpowiedzi. Marzył, żeby choć kaszlnęła albo się poruszyła. Ale Miranda leżała cicha i nieruchoma, tak że na chwilę zdjął go strach i gorączkowo zaczął szukać jej pulsu. Odetchnął z ulgą, gdy go wyczuł. Był słaby, ale równomierny.(...)Nawet nie drgnęła. Przerażała go.– Mirando! – W jego głosie brzmiała panika. – Dosyć tego! Słyszysz mnie?Dosyć! Musisz...Urwał. Nie był w stanie znieść tego dłużej. Ścisnął jej rękę i odwrócił wzrok.Łzy zamgliły mu wzrok. Cóż on bez niej pocznie? Jakże sam jeden wychowa córkę? Jak da jej na imię? I – najgorsze ze wszystkiego – jak będzie żył, jeśli ona umrze, zanim będzie mógł powiedzieć, że ją kochał?Z determinacją otarł łzy i powiedział do niej głośno:
– Mirando, kocham cię! Miał nadzieję, że to jakoś do niej dotrze, nawet jeżeli nigdy się już nie obudzi.Jego głos zabrzmiał nagląco:– Kocham cię! Kocham! Tylko ciebie!Z jej ust wydobył się słaby dźwięk, tak cichy, że zrazu wziął go za złudzenie.
– Powiedziałaś coś? Patrzył na nią uważnie, czekając na jakiś odruch. Wargi Mirandy drgnęły. Poczuł nieopisaną radość.– Powtórz to, proszę, bo nie dosłyszałem! – Przyłożył ucho do jej ust.Słabym głosem, ale wyraźnie wymówiła:
– Dobrze.
Turner wybuchnął radosnym śmiechem, którego nie potrafił pohamować.– Zaczynasz zdrowieć, prawda?Poruszyła nieznacznie głową, ale było to wyraźne przytaknięcie.Pełen szczęścia podbiegł z ulgą do drzwi i wykrzyczał radosną nowinę całemudomowi. Natychmiast nadbiegły matka, Olivia i większość służby.– Oprzytomniała! – zawołał, nie dbając o to, że ma twarz całą we łzach.
–Oprzytomniała!
– Turner.Zabrzmiało to jak skrzypnięcie łóżka.
– Co, kochanie? – Podbiegł do niej.
– Karolina. – Powiedziała to cicho, usiłując się za wszelką cenę uśmiechnąć. –Daj jej na imię Karolina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz