W panice rozglądał się wokół siebie, by w końcu odnaleźć ją
biegającą w kółko w drzwiach obrotowych przy wejściu do
Trump Tower. Po kilku okrążeniach zdołał ją wyswobodzić,
ku rozczarowaniu rozbawionych gapiów. Śmiejąc się, oparła
się na jego ramieniu.
- Mogłeś mnie ostrzec! - zawołała, wycierając usta dłonią.
Tristan odwrócił się do niej, w nadziei, że w ten sposób da ujście
swojej frustracji.
- Nie sądziłem, że muszę cię ostrzegać. Nawet trzyletnie
dziecko wie, że nie wkłada się łyżeczki do gniazdka.
- Próbowałam zdusić ogień u źródła - tłumaczyła
zdenerwowana Arian. - Przekręcałam kulę, ale za każdym razem
zapalała się na nowo. Ale ja nie mówiłam o lampie. Mówiłam o
dziecku. A co będzie, jeśli po twoich pocałunkach będę miała
dziecko?
- Jakie dziecko? - zapytał niepewnie Tristan, jak gdyby nie
rozumiał jej zarzutu. Był tak zmieszany, że przestał się nawet gniewać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz